Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mira Grant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mira Grant. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 października 2014

Mira Grant - "Blackout"

[źródło]
Tytuł: Blackout
Tytuł oryginalny: Blackout
Autor: Mira Grant
Data premiery: 27 sierpnia 2014
Wydawca: SQN
Liczba stron: 512
Moja ocena: 9/10

"Tylko jedna rzecz jest pewna: zawsze może być jeszcze gorzej
Kiedy w 2014 roku opracowywano lek na raka i skuteczną szczepionkę przeciwko grypie, nikt się nie spodziewał, że świat stanie na skraju zagłady. Po ćwierćwieczu walki o dawny świat, bez strachu o jutro, ludzkość wyszła na prostą. Wtedy też okazało się, że to nie zombie, a sam człowiek jest największym zagrożeniem.
Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie staje się kolejnym kamieniem milowym w spisku stulecia, a ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. Sytuacja wymaga podziału grupy. Shaun wyrusza zbadać źródło zarazy, natomiast reszta udaje się do legendarnego hakera Małpy po nowe tożsamości. A do tego wszystkiego dochodzi tajemnica Obiektu 7c przetrzymywanego w tajnych laboratoriach CZKC…
Pozostało jeszcze tak wiele do zrobienia, a zegary nieubłaganie odmierzają czas do wielkiego finału. Czy młodym dziennikarzom wystarczy odwagi, żeby stawić czoła szalonym naukowcom, wytworom ich eksperymentów oraz pozbawionym sumienia agencjom rządowym?"



"Powstańcie, póki możecie."

Oto nadeszła ta chwila, moja przygoda z "Przeglądem Końca Świata" dobiega końca. Serię ową odkryłam dość niedawno, bo niedługo przed wakacjami i wciągnęła mnie bez reszty. Poszczególne tomy czytałam praktycznie hurtowo, więc nieco dziwnie się czuje wiedząc, że tak szybko zakończyłam całą serię i nie ma już do czego wracać, nie ma oczekiwania na następny tom. 
Ileż to czasu minęło, odkąd poznaliśmy Shauna i Georga uciekających na motocyklu przed zgrają zombie? Cały ich świat składał się z bloga i tykania nie-do-końca-umarłych patykiem, kiedy teraz od nich zależą losy całego świata. Niewyobrażalna odpowiedzialność. I niewyobrażalne kłopoty.
"Przegląd Końca Świata" to seria wyjątkowa i niepowtarzalna, dopracowana w niemal każdym szczególe. 
Druga jej część, mianowicie "Deadline", zostawiła czytelnika z opadniętą szczęką i pytaniami kłębioncymi się w głowie. Pani Grant nieźle namieszała i, jak już pisałam w recenzji drugiej części, przy "Blackout" będzie musiała się bardzo postarać, by wszystko wypadło logicznie i wiarygodnie.

"Kiedy masz wybór między życiem a śmiercią, wybierz życie.
Kiedy masz wybór między dobrem a złem, wybierz dobro.
Kiedy masz wybór między potworną prawdą a pięknym kłamstwem, zawsze wybieraj prawdę"

"Przegląd Końca Świata" to seria o bardzo wysokim jak i wyrównanym poziomie. Poszczególne tomy serwują nam dawkę przygód i trzymających w napięciu intryg. "Blackout" nie jest wyjątkiem, autorka snuje pajęcza sieć spisków politycznych połączonych w misterną pajęczynę. Bohaterów również nie oszczędza, rzuca ich w wir najgorszych kłopotów, jakie mogliby sobie wyobrazić. Wydawałoby się, że nie może być już gorzej, ale owszem, może. Po wybuchu epidemii na Florydzie strefa ta została odcięta od reszty kraju i spisana na straty. Kochane CZKC bardzo wygodnie zrzuciło winę na "Przegląd Końca Świata" co w konsekwencji zaowocowało uznaniem ich na bioterrorystów. Prze to muszą się ukrywać - wraz z doktor Abbey, nieco szaloną, ale genialną panią naukowiec. Nigdzie nie mogą być bezpieczni. Jednak nie zamierzają być bierni, postanawiają działać - cała ekipa rozdziela się, by sprostać innym zadaniom. 
Cóż, fabułę nieco trudno streścić tak, by nie psuć innym lektury spoilerami, Ktoś, kto przeczytał już drugą część na pewno zrozumie, jak bardzo szokująca i przepełniona akcją była, pozostałym nie będę psuła zabawy i ograniczę się do tak ogólnikowego zarysu  fabuły.

Mira Grant znana jest z rozbudowanej i bardzo realistycznej kreacji świata. Trzecia część serii nie odbiega od poziomem od wcześniejszych pod tym względem - świat przedstawiony wciąż zaskakuje swoją perfekcją i niesamowitą logiką. Kunszt autorki  w dopasowywaniu elementów świata tak, że nie można doszukać się choćby jednej nielogicznej rzeczy, jest naprawdę warty docenienia. 

Konsekwencją bardzo plastycznych i dokładne opisów niemal wszystkiego, co się wokół dzieje, co tworzy ten właśnie rozbudowany i realistyczny świat jest nieznaczne rozwleczenie akcji. Może inaczej: dla mnie nieznaczne, bo wiem, że spora grupa osób narzeka na rozwlekłą  fabułę.
Mi osobiście to nie przeszkadza, lubię dobrze wykreowany świat, w który mogę "wejść", jednak nie każdemu może to przypaść do gustu, gdyż preferuje szybką akcję



George. Shoun, Maggie, Mahir i inni członkowie Przeglądu Końca Świata, niezbyt się zmienili. Shoun może trochę dojrzał, zmieniły mu się priorytety i ogólne postrzeganie świata. Ogólnie bohaterowie od samego początku byli bardzo dobrze wykreowani i myślę, że nie potrzebna tu była ich wewnętrzna ewolucja i przemiana. Nie mamy tu do czynienia z ideą "hej, mamy po 16 lat, kochajmy się i chodźmy ratować świat, bo jesteśmy tacy wyjątkowi", jak to bywa w większości młodzieżowych książek. Tutaj bohaterowie są dorośli i obce im są irracjonalne zachowania, przy czym nie są idealni - popełniają błędy. "Przegląd Końca Świata" to jedna z niewielu książek, w której żaden z bohaterów nie przyprawia mnie o chęć mordu, a już na pewno jedyna, w której nikt mnie nie irytuje. Każda postać jest oryginalna, ma swoje przyzwyczajenia, dziwactwa i dziwne zachowania,ale w żadnym wypadku nie mamy tutaj powielanych schematów.Cięte komentarze i specyficzny humor postaci nadal pozostały bez zmian i wciąż świetnie wzbogacają jeżyk książki, która sam w sobie trzyma bardzo wysoki poziom. Mimo iż książka zawiera wiele aspektów z zakresu medycyny i wirusologi, to nie przeszkadza to w czytaniu. Autorka bardzo zwinnie wplata w dialogi pytania mniej "wyedukowanych" postaci, dzięki którym wszystko jest wytłumaczone w najbardziej przystępny sposób.




"(...) Jeśli otrzymacie kiedyś wysokie stanowisko, a wasze decyzje mogą zaważyć na całym społeczeństwie, konsultujcie się z sześciolatkami. Jeśli patrzą na was z przerażeniem w oczach i mówią, że do końca życia dostawać będziecie rózgi zamiast prezentów, zapewne czas na zmiany."

Kiedy pierwsza część serii ma za zadanie zapoznać czytelnika ze światem i postaciami, ostatniej przypadło chyba jeszcze trudniejsze zadanie - musi zamykać wszystkie wątki, spajać to, co dotychczas było niejasne i zapewnić finał, dzięki któremu czytelnik zapamięta serie na długo po tym, jak skończy ją czytać.
"Blackout" spełniło swoje zadanie, jako ostatniego tomu, dość dobrze. Wątki zakańczane są stopniowo, nie występuje tu zjawisko, gdzie w dwóch ostatnich rozdziałach wszystko domykane jest "na wariata". Jednocześnie wszystko nadal jest logiczne, nie ma dziwnych sytuacji, z których autor najwyraźniej nie wiedział jak wybrnąć. Pierwsza połowa książki dzieli akcję na dwie perspektywy, które potem łączą się w jedną całość i pozostają nieprzerwane do końca. Jak dla mnie nie stanowiło to problemu, w obu przypadkach fabuła była ciekawa i nie dłużyło mi się oczekiwanie na "wielkie spotkanie".
W natłoku powłóczących nogami zombie i intryg politycznych nie zabrakło miejsca na...wątki romantyczne. Jednak są one ukazane w sposób, który najbardziej lubię - nie są wyraźnie, nie znajdują się na pierwszym planie, a gdzieś w tle nie ingerując w fabułę. Na tym planie w trzeciej części autorka nieco nas zaskoczy. Nie chcę tu spoilerować, jednak myślę, że część czytelników (tak jak ja) domyślała się tego od 1 części, lecz znów - w postępowaniu postaci ten mały "aspekt" niczego nie zmienia.
Finał również przypadł mi do gustu, może tylko dalsze losy postaci, jak dla mnie, były nieco zbyt "spokojne", myślałam, że autorka bardziej namiesza im w życiorysie i zrobi jakieś "bum", ale usatysfakcjonowało mnie to, co dostałam.

 Mira Grant miała dość śmiałą wizję fabuły i widać, że udźwignęła ciężar własnych pomysłów, bo wszystko prezentuje się bardzo dobrze. Do osób zrażonych tematem zombie w książkach - nie lękajcie się! Książka nie samym zombie (nie) żyje, stanowią one tło, które ubarwia i komplikuje świat i naprawdę nie warto omijać tej świetnej pozycji tylko ze względu na umarlaki. 
A przeczytać naprawdę warto, serie tak dobrze napisane i o tak jednolitym poziomie trafiają się naprawdę rzadko, a "Przegląd Końca Świata" do takich rzadkości właśnie należy.
Z nieskażonym sumieniem mogę polecić tę książkę naprawdę każdemu, bo warto (przy okazji będziecie wiedzieć, jak zachować się w przypadku apokalipsy zombie!)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:

                                                                                                                                           Rose.

poniedziałek, 29 września 2014

Mira Grant - "Countdown"

Tytuł: Countdown
Tytuł oryginalny: countdown
Autor: Mira Grant
Data premiery: 30 czerwiec 2014
Wydawca: SQN
Liczba stron: 96
Moja ocena:  8/10

"Świat jaki znasz przestanie istnieć!
Jedyną nadzieją dla młodziutkiej Amandy Amberlee jest doktor Daniel Wells. Nastolatka cierpi na zaawansowane stadium białaczki, którą pokonać może tylko i wyłącznie Marburg EX19 – pierwszy na świecie skuteczny lek na raka, stworzony z jednego z najbardziej niebezpiecznych wirusów znanych człowiekowi. Wszystko wskazuje na to, że specyfik działa – dzięki doktorowi Wellsowi Amanda wraca powoli do normalnego życia. 
Jednocześnie w niezależnym laboratorium w Wirginii trwają zaawansowane badania nad szczepionką, która raz na zawsze miałaby uwolnić ludzkość od wirusa grypy. Nie każdemu jednak podobają się badania doktora Alexandra Kellisa. Grupa określająca się Armią Wybawienia włamuje się do laboratoriów naukowca, doszczętnie niszcząc dorobek jego życia. 
Tym samym wywołana zostaje reakcja łańcuchowa zwyczajnych zbiegów okoliczności i gry przypadków, której wynikiem już wkrótce będzie kres znanego świata.Tak wyglądał początek końca. Przeczytajcie o Powstaniu!"


"Przegląd Końca Świata" to rozbudowana trylogia osadzona w postapokaliptycznym świecie, gdzie powłóczące nogami zombie to chleb powszedni. Autorka postarała się o niesamowicie dopracowany świat, jednak nie wszystko da się opisać na kartach głównych części. Takim aspektem jest właśnie Powstanie, czyli czas, kiedy wszystko się zaczęło, a apokalipsa zbierała swoje największe żniwo.

"Countdown", jak łatwo można się domyślić, nie stanowi nieprzerwanej opowieści, to raczej zbiór opowiadań pisanych z różnych perspektyw na przestrzeni dość długiego czasu. Rozdziały opatrzone są datą, więc łatwo się zorientować, co, jak i gdzie. Wszystko dzieje się stopniowo, jedno wydarzenie napędza drugie, by w końcu połączyć się w zwartą i logiczną całość, która jasno pokazuje, jak wszystko się zaczęło.  
Mira Grant, zresztą jak zawsze, dopracowała wszystko. Wszystko jest tak logiczne, że aż przerażające. Czytając ma się wrażenie, że to wszystko może wydarzyć się za chwilę, bo w końcu to takie proste i oczywiste. Bum bum bum, jeden wirus, drugi wirus łączą się i bum bum bum, mamy zombie. Proste prawda? W świecie "Przeglądu Końca Świata" właśnie tak to wyglądało. 
Dodając do tego niezwykle plastyczne opisy i rozdziały z punktu widzenia samego wirusa (te wywarły na mnie chyba największe wrażenie) dostajemy spójną historię tego, co miało być zbawieniem ludzkości, a stało się jej zgubą.

Dla fanów owej trylogii, "Countdown" to naprawdę miły dodatek do historii Masonów i spółki. Cała nowelka stanowi świetne uzupełnienie tego, co już wiemy. Sprawia, że wszystko wskakuje na swoje miejsce, a wszelkie nieścisłości i niedopowiedzenia zostają rozwiane. Język trzyma poziom, akcja toczy się swoim tempem, a bohaterowie, choć niezbyt ważni, stanowią spójną całość z światem przedstawionym i przede wszystkim nie są tacy sami. 
Ogrom medycznych aspektów, jakie zdaje się zawierać w sobie książka, nie jest wcale przytłaczający. Autorka zna się na rzeczy i wszystko przedstawia w naprawdę przystępny sposób tak, by nikt, nawet ja, nie miał kłopotu z czytaniem i zrozumieniem, co w wirusie piszczy,

Choć nowelę można czytać jako osobną część, polecam ją raczej tym, którzy przeczytali choć "Feed", ale "Countdown" najlepszą lekturą będzie dla tych, którzy mają za sobą już dwie pierwsze części. Wtedy po prostu ma się większą wiedzę na temat tego, co się stało i "Countdown" tylko uzupełni braki w wiedzy.
Niemniej jednak, książka warta przeczytania, obiecuję, że nie pożałujecie czasu (krótkiego), jaki na nią poświęcicie!
                                                                                                                                                   Rose.
Recenzje książek z serii "Przeglądu Końca świata":
"Feed"
"Deadline"

czwartek, 10 lipca 2014

Mira Grant - "Deadline"

Tytuł: Deadline
Tytuł oryginalny: Deadline
Autor: Mira Grant
Data premiery: 23 października 2013
Wydawca: SQN
Liczba stron: 504
Moja ocena: 9,5/10

Żywa czy martwa, prawda nie odpoczywa.
Powstańcie, póki możecie
Po dramatycznych wydarzeniach ostatnich miesięcy Shaun Mason stał się wrakiem, zaledwie cieniem człowieka, jakim był kiedyś. Igranie ze śmiercią przestało być już tak zabawne, a życie straciło swój słodki, lekko zgniły smak.
Kiedy w drzwiach mieszkania Shauna pojawia się pewien naukowiec, który według ostatnich doniesień powinien być martwy, wszystko staje na głowie. Zwłaszcza że chwilę później wybucha kolejna epidemia. Przypadek?
Wiedza nieoczekiwanego gościa jest ekstremalnie niebezpieczna. Co więcej, to jedyna nadzieja na pokonanie potworności, która zagraża całemu życiu na Ziemi. Tym razem nie będzie to jednak powłóczący nogami umarlak, ale wciąż żywy spisek.
Shaun musi wyruszyć w drogę, by sprawdzić, jaka prawda objawi mu się na końcu jego shotguna.
DEADLINE to znakomita kontynuacja hitowego FEED, gdzie horror miesza się z humorem, a wszystko to opakowane jest w zgrabny thriller polityczny.


Bałam się tej części. Po porywającym "Feed", bałam się, iż "Deadline" mnie rozczaruje jak to często bywa z kontynuacjami. Autorka mogła spaść z poziomu, olać, czy z jakiegokolwiek innego powodu zetrzeć w pył wrażenie, jakie wywarła na mnie pierwsza część. Chwalmy jednak niebiosa i autorkę razem z nimi, gdyż "Deadline" wgniecie was w fotel, o ile pierwsza część już tego nie zrobiła. Porywająca. Zaskakująca. Brak mi przymiotników, by wyrazić, jak dobra jest ta część. Mam nadzieję, że "Blackout" zawita do nas szybko, bo w innym przypadku zacznę obawiać się o swoje zdrowie psychiczne.



"Uważacie, że prawda jest słuszniejsza od kłamstwa,nawet jeśli kłamstwo chroni to,co prawda by zniszczyła"


Przez całą książkę towarzyszy nam slogan "zawsze może być gorzej", a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Pani Grant nie oszczędza nikogo, czytelników a już na pewno nie bohaterów. Nie ma litości, bez skrupułów wrzuca ich w najgłębsze bagno, jakie tylko uda jej się znaleźć, a razem z nimi leci nasza świadomość, rwąc sobie włosy z głowy przy obserwowaniu tego, co się tam wyczynia. Akcja gna do przodu, jakby autorka chciała stworzyć iluzję goniących nas Zombie, a przy tym wszystko jest tak realne, iż lada chwila spodziewałam się usłyszeć jęk i poczuć zgniły oddech nieumarły na karku. 
Nie poczujecie nawet lekkiego powiewu nudy podczas lektury, za to będziecie z przejęciem wyczekiwać, co będzie dalej, bo każda strona funduje nam nową dawkę wrażeń, aż chce się więcej i więcej.
Wszystkie pochwały, które padły przy okazji recenzji pierwszej części są jak najbardziej słuszne. Wszystko w tej książce jest dopracowane do ostatniej literki. Nie ma mowy o dziurach logicznych, czy mglistych wyjaśnieniach, tutaj wszystko jest ze sobą powiązane i łączy się, tworząc spójną całość. Poziom z poprzedniej części nie spadł ani o jotę, ale za to ile się pozmieniało! Weźmy wszystko, co wiemy o bohaterach, sytuacji w książce, wrzućmy do pudełka i potrząśnijmy. Tak prawdopodobnie autorka zrobiła z Deadline, innego wyjaśnienia nie widzę. Nic już nie jest takie, jak było i nigdy nie będzie, ale to tylko podsyca ciekawość czytelnika, który czyta, byle tylko dowiedzieć się co dalej. Ta książka naprawdę dostarcza takiej dawki emocji, jaką rzadko spotykam w swojej czytelniczej przygodzie. Perfekcyjnie zbudowany świat i historia tworzą niemal namacalny klimat, w który zagłębia się każdy, już po kilkunastu stronach. Sprawia, iż przeżywamy wraz z bohaterami ich wzloty i upadki, śmiejąc się z ich kąśliwych uwag i smucąc, kiedy stanie się coś złego.
Doskonale dopracowane dialogi pełne są ciętego humoru, a dzięki Shaunowi, który robi za medycznego idiotę, autorka w przystępny sposób wyjaśnia zawiłe zagadnienia związane z wirusami i amplifikacją. Złożona fabuła i różne wątki są przekazywane w przystępny sposób i łatwe w odbiorze. 



Autorka bardzo blisko związana jest z wirusologią i bardzo dobrze widać to w Deadline. Feed skupiało się bardziej na intrygach politycznych, zaś w drugiej części wątek przekierowywany jest na stronę medyczną wirusa, dużo się dowiadujemy, ale dzięki wiedzy pani Grant w tym zakresie wszystko tworzy niemal upiornie logiczną całość. Bez niedomówień, bez teorii i sytuacji wyssanych z palca. Autorce należą się głośne brawa, odwaliła kawał dobrej roboty w tej kwestii.
Co tyczy się zakończenia, to Grant chyba wzięła sobie za cel wykończyć psychicznie czytelnika. Naprawdę, myślałam, że finał Feed był porywający, ale to, co się dzieje w Deadline, przechodzi ludzkie pojęcie. W pozytywnym, szokującym, ale pozytywnym, tego słowa znaczeniu. Żywię tylko nadzieję, iż autorka da sobie radę i znajdzie naprawdę dobre wyjaśnienie wszystkiego, bo inaczej zepsuje całą realną otoczkę historii, a tego chyba nikt nie chce. To się nazywa wiedzieć, jak zachęcić czytelnika do dalszych części, po prostu nie da się zostawić tej historii niedokończonej, trzeba przeczytać wszystko do końca. Po prostu trzeba, inaczej nie da Wam to spokoju.
Jeśli nie czytaliście Feed, zróbcie to. Ta seria jest jedną z najlepiej dopracowanych, jaką w życiu czytałam i biorę winę na siebie, jeśli was jakimś cudem rozczaruje. Apokalipsa nadchodzi, bądźcie na nią gotowi!


Za możliwość przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu SQN

Polecam również baardzo ciekawą stronę, gdzie trwa odliczanie do nowych tajemniczych materiałów związanych z Przeglądem Końca Świata, które udostępnia nam wydawnictwo. Można tam również zakupić nowelkę, w która zawiera historię tego, jak to się wszystko zaczęło. Zapraszam!

                                                                                                                                                  Evra.

piątek, 13 czerwca 2014

Mira Grant - "Feed"

Tytuł:                    Feed
Tytuł Oryginalny: Feed
Autor:                   Mira Grant
Cykl:                     Przegląd Końca Świata
Data Premiery:     7 listopada 2012
Wydawca:             Sine Qua Non
Liczba stron:         496
Ocena:                   9,5/10

"Rok 2014. Wynaleźliśmy lek na raka. Pokonaliśmy grypę i przeziębienie. Niestety stworzyliśmy też coś nowego, strasznego, coś, czego nikt nie mógł zatrzymać. Infekcja rozprzestrzeniła się szybko, wirus przejmował kontrolę nad ciałami i umysłami, wydając jedno tylko polecenie: jedz!


Upłynęło 20 lat. Georgia i Shaun Mason są na tropie największej historii w ich życiu – mrocznej konspiracji stojącej za infekcją. Prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna."



Kiedy przeczytam dobrą książkę mam wrażenie, że to już koniec, że nie ma już niczego dobrego, czego bym nie przeczytała. Nigdy już nie trafię na tak dobrą książkę, jak ta, którą właśnie odłożyłam i moja dalsza książkowa przygoda skazana jest na dryfowanie od pozycji dobrej aż po fatalną, ale nigdy nie wypłynę na wyspę, którą nazwałabym "świetną". Wtedy właśnie trafiam na perełki, takie jak "Feed" i moja nadzieja odżywa od nowa, by z ostatnim wyrazem, ostatnią literką, zatonąć znów w przekonaniu, iż nie ma już nic lepszego do przeczytania. Oczywiście podejście mam czysto irracjonalne, ale doskonale obrazuje, jak książki, takie jak "Feed", potrafią mnie zaskoczyć w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

"Marburg Amberlee było cudem, tak jak Kellis lekarstwem, ale razem stali się przyczynkiem do zmiany biegu historii ludzkości. Dokonali tego razem. Nikt już nie ma raka ani przeziębienia. Jedynym problemem są żywe trupy."

Powiecie zapewne: zombie, zombie znowuu, to nie moje klimaty. A wiecie, co ja wam odpowiem? Zombie są chyba wątkiem, na którym został położony najmniejszy nacisk w tej książce. Zombie przewijają się w tle, są czynnikiem, na który trzeba uważać, lecz w większości wtapiają się w tło i tworzą odpowiedni klimat i podłoże dla politycznej części książki, czyli głównego wątku.Czytając książki i widząc seriale o tej tematyce (tak, jestem maniakiem TWD) zawsze zastanawiałam się, jak zombie mogły zniszczyć całą ludzkość. Hej, przecież mamy wojsko, zabezpieczenia i inne pierdoły, po prostu jakaś część musiała przetrwać i wytworzyć cywilizację. Ale nie, wszelkie książki, przynajmniej te, które są mi znane, mówią: Fuck logic, zrobimy po swojemu. Wszystkie, oprócz Feed. Tutaj mamy świat dopracowany w każdym calu, wszystko jest logiczne i spójne, aż czasem liczne wyjaśnienia w postaci monologów Georgi zaczynają się dłużyć, ale nie jest to mankament. Myślę, że jeśli przyszłoby nam przeżyć apokalipsę zombie, to nasz świat mógłby właśnie tak wyglądać. Każdy element fabuły zazębia się z innym, dopasowanym do siebie, nie znalazłam wątku, który byłby bez sensu, nielogiczny, czy nie ubarwiał całości w pozytywny sposób. Czytając książkę, mamy tak realne odczucia, jakby to naprawdę się działo, jakby istniał świat funkcjonujący na takich zasadach. Nazwałabym to nawet hiperrealizmem, ale nie wiem, czy można stosować takowe sformułowania w kontekście książek. W każdym razie świat przedstawiony w powieści jest niemal idealny, realia są bardzo dokładnie odtworzone i nie mamy tutaj pozbawionych sensu zachować czy sytuacji, wszystko i wszyscy ma tu swoje miejsce.


Na pochwałę zasługuje nie tylko świat zbudowany, ale także sami bohaterowie. Georgia i Shoun, czyni Ci główni są po prostu boscy. Nie umiem tego inaczej wyrazić, ta dwójka idealnie się dopełnia, są swoimi przeciwnościami, a jednak jedno bez drugiego to już nie to samo, brakuje wtedy tej najważniejszej części. Zdawałoby się, że powieść bez choćby najmniejszego wątku miłosnego wypada blado, ale tutaj mamy perfekcyjny dowód, iż tak nie jest. Każde z rodzeństwa dałoby się zabić za drugie, więź ich łącząca jest świetnie ukazana, a żarty i cięte odzywki są dobrze wpasowane w całokształt narracji. Nie tylko postacie głównych bohaterów plasuje się wysoki w rankingu najlepiej wykreowanych postaci. Zresztą każda sylwetką, która przewija się przez stronice książki posiada własne "ja", pierwszo czy drugoplanowa, ale też zupełnie pobocza. Autorka zadała sobie przy tym wiele trudu i udało jej się stworzyć sylwetki silnych, niezależnych bohaterów, którzy wiedzą, czego chcą i jak to osiągnąć, czy to poprzez tykanie patykiem głodnego zombie, manipulację czy nie do końca legalne środki, a jednocześnie udało jej się uniknąć efektu  
przerysowania i sztuczności postaci, co niestety bardzo często spotykam w książkach. 

Cóż mnie jeszcze urzekło? Sam język powieści. Po 20 stronach stwierdziłam: Hell yeah! Grant świetnie posługuje się językiem potocznym, cała książka utrzymana jest w klimacie towarzyskich rozmów, a nie silącego się na powagę literackiego tonu, a jednocześnie nie mamy tutaj niepasującego młodzieżowego slangu, który pasowałby do tej książki jak kot do szczekania. Cięte dialogi i wszechobecny humor (uwaga, żarty rzeczywiście są śmieszne!) sprawiają, że książkę czyta się z przyjemnością podśmiewając się niemal przy co poniektórych kwestiach wypowiedzianych przez postacie.

"Czasami musisz sobie odpuścić i dać się ponieś biegowi wydarzeń"

Dobrze odzwierciedlona rzeczywistość w powieści ma też swoje minusy. Przez tłumaczenie wielu kwestii, zwyczajów i ogólnego funkcjonowania świata w nowym wydaniu, fabuła jest nieco rozciągnięta w czasie, co miłośników parcia do przodu w szalonym tempie może nieco nużyć, ale mi to pasowało. Żeby poznać tajniki świata trzeba czasu, a autorka poświęca wiele stronic na niezwiązane z głównym wątkiem tłumaczenia, które, muszę to przyznać, czasem są nieco zbędne lub zbytnio rozbudowane, ale to ginie wśród wydarzeń głównego nurtu. Mi to niespecjalnie przeszkadzało, ale słyszałam opinię, że książka jest nużąca i czytelnicy nie mogli powstrzymać ziewania podczas lektury. Cóż, coś za coś, mamy rzeczywisty świat powieści w zamian za rezygnację z wartkiej niczym potok górski akcji.

Początek dobry, co z zakończeniem? Przyznam szczerze: gdyby posypać książkę jakąś magiczną mieszanką marihuaninen, mleka w proszku i bóg wie jeszcze czego, w wyniku której wyrosłyby jej ręce, to ta książka przy ostatnich 50 stronach z całą pewnością wymierzyłaby mi siarczystego policzka. Nigdy nie zdarzy mi się, by koniec powieści tak bardzo mnie zaskoczył, zupełnie jakby pani Grant z całych sił starała się przekonać nas, że może być jeszcze gorzej. O wiele gorzej. Słyszałam, że finał "Deadline" jest jeszcze bardziej wstrząsający, więc już się boje, co tam może się stać, bo po "Feed" jestem zaskoczona. Nie negatywnie. W sumie też nie pozytywnie. Podejrzewam,że to zakończenie nie może się nikomu spodobać, po prostu jest takie...sami się przekonajcie, bo ja spoilerować nie będę (już chcą mnie spalić na stosie za nieczytanie Tolkiena, jedno oskarżenie mi wystarczy). Przeczytajcie sami i się przekonajcie, co takiego czyha w odmętach tej powieści, bo naprawdę warto. By nie wyrażać się o książce w niecenzuralnych słowach, na koniec powiem tylko, że cała seria prawdopodobnie dołączy do moich ulubieńców, a uwierzcie, nie łatwo się tam dostać.

                                                                                                                                                Evra.
Książa bierze udział w wyzwaniach:
Czytam opasłe tomiska