Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 listopada 2014

Jakub Ćwiek - "Kłamca"

[źródło]
Tytuł: Kłamca
Autor: Jakub Ćwiek
Data premiery: ok. 2005r
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 272
Moja ocena: 8/10

"Odkąd nie ma Boga, anioły nie grają fair. I to tłumaczyłoby obecność Kłamcy...
Ocalony po szturmie na Valhallę Loki – adoptowany syn Odyna, patron oszustów i zdrajców – postanawia przystać do zwycięzców i staje się anielskim chłopcem na posyłki.
Szybko jednak okazuje się, że w świecie, gdzie zabłąkane, mitologiczne bóstwa bratają się z piekielnymi demonami, niezwykłe zdolności boga kłamstwa służyć mogą znacznie ważniejszym celom. Wyćwiczone sztuczki doskonale dezorientują wroga, a bezwzględność i pogarda wobec regulaminów i zasad czynią go naprawdę groźnym przeciwnikiem zła i występku. Tak przynajmniej sądzą archaniołowie, coraz bardziej zależni od pomocy nowego sojusznika. I może mają rację…
Ale Loki ma własne plany."


Z twórczością pana Ćwieka już dane było mi się spotkać. Nie były to spotkania złe, ale też nie świetne. Rzekłabym: ot, dobre. Jednak wciąż nie było mi po drodze z jego sztandarowym i chyba najbardziej wychwalanym dziełem, jakim jest oczywiście sławetny "Kłamca", aż wreszcie nadarzyła się okazja i nie zastanawiając się długo, przygarnęłam debiutanckie dzieło owego autora. 


"Kłamca", podobnie jak przeczytane już przeze mnie "Dreszcz" i "Chłopcy", jest zbiorem opowiadań. Opowiada o Lokim - adoptowanym synu Odyna, który po upadku Valhalli przechodzi na stronę pierzastych (nie)przyjaciół, a dokładniej rzecz ujmując - dostaje pracę. Od tej pory Loki wykonuje brudną robotę dla anielskich zastępów. Sprawdza się idealnie w swojej roli - jako bóg oszustwa i kłamstwa stosuje metody dość...niekonwencjonalne, lecz zawsze skuteczne. Loki jest o tyle ciekawą postacią, że na pierwszy rzut oka wydaje się być pozbawionym zasad moralnych egoistą, który wiecznie działa na swoją korzyść. W końcu czegóż spodziewać się po patronie oszustów? Taka postać, choć powinna wzbudzać w czytelnikach negatywne odczucia, działa całkowicie odwrotnie - tytułowego Kłamcy i jego usposobienia po prostu nie da się nie lubić. Zasługą tego jest świetna kreacja jego postaci, zresztą obecna również przy innych bohaterów - cała trójka archaniołów ma swoje charaktery, są wyjątkowi i inni od siebie, co staje się dość zabawne, kiedy spotykają się razem i ścierają się ich różne poglądy.


Dużą zaletą książki, jest również mnogość motywów, jakie w niej występują. mamy tutaj mieszankę chrześcijaństwa, wierzeń nordyckich, a gdzieś po drodze zahaczamy nawet o te perskie. Wszelakie motywy zaczerpnięte z owych kultur przenikają się wzajemnie tworząc jedną, zwartą całość. Zdawać by się mogło, że z połączenia tych, dość różnych, motywów nie wyniknie nic dobrego, jednak jest zupełnie inaczej - wszystko przysłowiowo "gra i śpiewa".  Autor wyraźnie ma wiedzę, o poszczególnych mitach i wierzeniach, którą wykorzystuje bardzo dobrze - kreuje świat, który jest ciekawy i różnorodny,a przy tym nie przesadzony - nie mamy wszechobecnego chaosu, gdzie bóstwa pochodzące z różnych religii hasają sobie bez ładu i składu.


Styl pisania autora jest lekka, ale nie nazbyt uproszczony. Loki zawsze ma na podorędziu jakąś kąśliwą uwagę, a ironiczny ton jego wypowiedzi wszystko ładnie podkreśla. I choć występują tutaj różnorakie wątki z innych kultur, nie ma dziwnych nazw i niezrozumiałych aluzji (np. do mitów), których zrozumienie byłoby konieczne, by w pełni pojąć sens danej wypowiedzi - wszystko napisane jest tak, by było zrozumiałe dla każdego. Innym aspektem stylu pisarza, który dość przeszkadza mi przy dwóch poprzednich jego dziełach, są przekleństwa. Jakub Ćwiek znany jest z dość licznych wulgaryzmów w swoich książkach, i choć sama do świętych nie należę, to w książkach ich nadmiar mi przeszkadza. W przypadku "Kłamcy" bardzo pozytywnie się zaskoczyłam - przekleństwa są, owszem, ale jest ich dużo mniej, niż choćby w "Chłopcach", a jeśli już się pojawią, to są dobrze wpisane w kontekst, tak, by tylko podkreślać wypowiedz danego bohatera, a nie być zwyczajnym "przerywnikiem".

"Kłamca" pióra Jakuba Ćwieka to książka lekka i przyjemna, którą czyta się w ekspresowym tempie - nie jest zbyt długo, a lekki styl autora tylko sprzyja jeszcze szybszemu pochłanianiu stronic. Jest to zbiór opowiadać, więc poszczególne historie różnią się poziomem - jednak są świetne, drugie zaś czytałam z obojętnością, co jednak jest czymś zupełnie naturalnym w przypadku takiej formy książki. Jeśli oczekujecie chwili rozrywki to przygody Lokiego będą dla Was lekturą idealną. tymczasem ja rozpoczynam już polowanie na tom drugi, a kto wie, może w moje łapki wpadnie od razu reszta, bo cała seria z pewnością jest godna przeczytania.


Rose.

środa, 30 lipca 2014

Jakub Ćwiek - "Chłopcy"


Tytuł: Chłopcy
Autor: Jakub Ćwiek
Data premiery: 7 listopada 2012
Wydawca: SQN
Liczba stron: 320
Moja ocena: 6,5/10

"Rykiem silników, hukiem wystrzałów i głośnym: BANGARANG! – tak zwiastują swoje przybycie Zagubieni Chłopcy, najbardziej niezwykły gang motocyklowy na świecie. Niegdyś wierni towarzysze Piotrusia Pana, dziś odziane w skórzane kurtki zakapiory pod wodzą zabójczo seksownej Dzwoneczek. Zrobią wszystko, by przetrwać… i dobrze się przy tym bawić. Bez względu na cenę."



Na dźwięk słów "Piotruś Pan" większości z was, zapewne, przed oczami staje obraz chłopca w zielonym ubranku i czapce z czerwonym piórkiem, który leci w noc, a za nim podąża grupa dzieci wraz z małą wróżką zamykającą cały pochód. Każdy słyszał historię o tym, jak nie chcieli dorosnąć i pozostawali dziećmi na zawsze. Śmiać, bawić się, objadać słodyczami i latać przez całe życie, było ich filozofią. Taka konwencja na pewno byłaby wykonalna, gdyby pewna osobistość, jaką jest Jakub Ćwiek, nie wzięła owej bajki w obroty. Znany pisarz i muzyk postanowił obrócić tę historię o 180 stopni i pokazać co by było, gdyby towarzyszą Piotrusia Pana przyszło dorosnąć. Co z tego wyszło? Na pewno dość osobliwa i oryginalna historia.


"Oto druga Nibylandia (...) Wielka jak dziecięce oczekiwania, ale też brudna, zniszczona i obdarta jak dorosłość."

Po raz drugi spotykam się z twórczością Ćwieka i wciąż nie dokopałam się do bestsellerowego
"Kłamcy", jednak teraz nie o tym. Lektura "Deszcza" pozwoliła mi zapoznać się ze stylem i specyfiką autora, więc wiedziałam już czego, mniej więcej, mogłam spodziewać się po "Chłopcach". Przede wszystkim wyzbyłam się wszelkich wymagań, jakie zazwyczaj stawiam poszczególnym tytułom, i podeszłam do lektury na luzie, oczekując jedynie kilku godzin rozrywki. Takie podejście zdecydowanie polecam, nie rozczarujecie się, a wyciśniecie z owej pozycji jak najwięcej dobrego.
A jest z czego wyciskać, autor serwuje nam kilka opowiadań, które w pewnym momencie się łączą. Jest to pierwszy zbiór opowiadań jaki w życiu czytałam, więc mogę powiedzieć, że nie do końca odpowiada mi takie rozwiązanie i zdecydowanie wolę ciągłe historię, ale nie jest źle. Dwa spośród nich naprawdę mi się spodobały i żałuję, że były takie krótkie, reszta. jest na dobrym poziomie lecz już tak bardzo mnie nie zachwyciła. 


Jakub Ćwiek przeniósł starą bajkę w realia współczesnej Polski. Nie jest to pierwszy taki przypadek, autorzy często posługują się legendami, baśniami czy mitami, by użyć ich ponownie w innej rzeczywistości, jednak wszystko zależy, od tego, jak to zrobią. Pan Ćwiek postanowił wprowadzić dziecięcych bohaterów w świat dorosłości, nadając im cechy i zwyczaje typowe dla niezbyt dobrych dorosłych. Tak więc mamy zgraje chłopaków w skórzanych kurtkach, którzy popijają piwo, palą papierosy i uprawiają przygodny seks, wszystko to okraszając sporą dozą łaciny kuchennej. Czy taki zabieg był skuteczny i sprawił, że towarzysze Piotrusia Pana stali się dużymi dziećmi? Według mnie, nie do końca. Wszyscy byli wulgarni i ciężko było się dopatrzeć u nich dziecięcych cech. No może wyjątek to Kędzior, postać, którą polubiłam chyba najbardziej. Dzwoneczek była dziwnym połączeniem mamy i jakiejś wyzwolonej dziewczyny z wolnym stylem życie. Dość osobliwe było to, jak dba o swoich chłopców.


"Chodź przedstawię ci resztę. Tylko pamiętaj, tu wszyscy jesteśmy trochę jebnięci."

Przy recenzji "Dreszcza" nieco skrytykowałam nierealność całej historii i liczne niedomówienia. Teraz wiem, że to typowe dla Ćwieka, historie przez niego pisane mają bardzo małą dozę prawdy i kipią wyobraźnią po sam koniec. Tak też jest w przypadku "Chłopców", uwierzyć w to nie można, wszystkie wydarzenia są czystko fantastyczne, ale teraz nie zwracałam na to wielkiej uwagi. Podczas lektury pozycji tego autora, nie trzeba czepiać się szczegółów, ale zaakceptować styl autora i czerpać z niego czystą rozrywkę.
Tak więc zostawiam w spokoju niedokończone wątki, różnorakie potknięcia i pare innych wad utkwionych w szczegółach. Cała historia chłopców jest mglista i niedopowiedziana, autor nie tłumaczy wszystkiego, co jednak, jakimś cudem, nie przeszkadza w czytaniu.
Jest jednak coś, czego zignorować nie mogłam żadnym sposobem. Chodzi mi tu o język. Jasne, Jakub Ćwiek znany jest z dość ostrych, pełnych przekleństw wypowiedzi w swojej twórczości, ale jak dla mnie, to zbyt wiele. Moim zdaniem dałoby się ominąć co najmniej połowę z rzucanych odzywek, powieść nabrałaby więcej ogłady i czytałoby się o wiele lepiej, bez potykania się o ciemniejszą stronę języka polskiego. 

"Nie ma przegranych, dopóki piłka w grze."

Podsumowując, "Chłopcy" Jakuba Ćwieka to kawał dobrej rozrywki. Nie jest to książka pozbawiona wad ani taka, która podczas czytania nie przysparza odrobiny irytacji, ale jednak jest to książka dobra, w sam raz na wakacje. Jeśli chcecie spędzić kilka godzin w zupełnie innym świecie i liznąć nieco życia motocyklowego gangu - Chłopcy są jak najbardziej dla Was!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu SQN.


                                                                                                                                                Evra.

niedziela, 29 czerwca 2014

Jakub Ćwiek - "Dreszcz"

Tytuł: Dreszcz
Autor: Jakub Ćwiek
Data Premiery: 20 marca 2013
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 296
Moja ocena: 6/10

Oto Dreszcz! Rock N' Roll is Not Dead! 
Keith Richards na osiedlu Tysiąclecia? Why not?! 
Rychu Zwierzchowski wiedzie żywot pasożyta-luzaka - sex drugs and rock n’roll. Pije, pali, gra na streecie i usilnie stara się nie znaleźć poważnej, regularnej pracy. Utrzymuje go córka, która co jakiś czas dba o uzupełnienie jego finansowych potrzeb.
Całe życie „Dreszcza” to koncerty i AC/DC ponad wszystko.
Są przyjaciele i wrogowie, choć tych drugich rzecz jasna więcej. Aż pewnego dnia „Dreszcz” obrywa piorunem i... zyskuje nowe super moce. Tylko czy to coś zmienia?
Jak to u Ćwieka bywa - muza głośno ryczy, a każda strona wali po uszach siłą decybeli. Tak było w „Kłamcy”, tak jest w „Dreszczu”. I dobrze.


Jakub Ćwiek powszechnie kojarzy się ze sławetnym "Kłamcą" i jego kontynuacją, o której nasłuchałam się wiele dobrego i nic złego, co zakrawa o małą anomalię. Moja ciekawość, co do twórczości Ćwieka wzrosła na tyle, by rozpocząć poszukiwania książek jego autorstwa i wcisnąć je na początek kolejki "do przeczytania". Los chciał jednak, bym nie trafiła na wychwalanego "Kłamcę" ale na nieco młodszego "Dreszcza", który jednak zaciekawił opisem na tyle, by nie uznać moich łowów za porażkę. Tak oto miałam swój "pierwszy raz" z twórczością pana Ćwieka. Co z tego się urodziło? 
Zacznijmy od początku, a jest on niebywale motywujący do dalszego czytania, gdyż rozpoczyna się od osobliwego i dość żartobliwego ostrzeżenia, po którym chęci do czytania rosną dwukrotnie:
"W trosce o Twoje zdrowie psychiczne, komfort wyznaniowoświatopoglądowt, orientację seksualną, zainteresowania sportowe i muzyczne, gusta dotyczące mody a także - a może przede wszystkim - wrażliwość na słowa powszechnie uważane za wulgarne o obelżywe pragnę przestrzec, iż gdy tylko skończy się ta strona i przewrócisz kartkę, jednocześnie skończy się dla Ciebie sfera ochronna. Możesz więc zaprzestać lektury w tym miejscu i przyjść na spotkanie autorskie, a ja narysuję Ci pod tym wstępem kwiatek jako symbol Twej nieskalanej niewinności"
Po takim wstępie i okładkowym opisie oczekiwałam dobrej zabawy podczas czytania, ogrom śmiesznych(!) żartów i sytuacji. Przewróciłam więc kartkę, zaprzepaszczając tym samym swoje szanse na kwiatuszka od autora, i rozpoczęłam lekturę.


Nie wiedząc od czego zacząć, rozpocznę od absurdu tej książki. Realizmu w niej tyle, co kot napłakał, a może i mniej. Trudno uwierzyć w wydarzenia, które się tam dzieją, nie ma nawet styczności z realnym światem. Jasne, fantasy to fantasy, nie ma być rzeczywiste, ale nawet przyziemne rzeczy i zachowania zwykłych ludzi są nieco abstrakcyjne. Weźmy motywy kierujące młodym Benjaminem, czy ktokolwiek mógłby uwierzyć, że porzucił dom i przyszłość, by stać się lokajem podstarzałego rockmana? Nie wydaje mi się. Możecie powiedzieć, że szukam dziury w całym, ale opisuje tylko swoje wrażenia, choć na pewno dużej części czytelników spodoba się takie postawienie sprawy lub nawet nie zwrócą szczególnej uwagi na takie szczegóły mi jednak rzuciło się to w oczy już w połowie książki, bo sytuacje są czasem wydumane, nie wiadomo po co i dlaczego akurat tak się dzieje lub dany bohater postępuje tak czy inaczej.
Jeśli chodzi o samych własnie bohaterów to są i to jacy! Ćwiek nie próżnował, bo książka obfituje w taką różnorodność postaci, że czego jak czego, ale inwencji twórczej to autorowi odmówić nie można. Mamy tutaj bowiem podstarzałego rockmana, grubego, poczciwego ślązaka, bogatego, nad wyrost poważnego anglika, bandę mimów z super mocami, szalonego doktora, ludzi posklejanych, niczym Frankenstein, z kawałków ciał świętych czy chociażby masowo ujawniających się superbohaterów. Niestety,wszyscy są tylko lekko zarysowani, łącznie z głównymi bohateramiŻyć nie umierać, powiedziałabym. Szkoda tylko, że książka jest zbyt krótka, by dobrze oddać charaktery ich wszystkich oraz wycisnąć możliwości z postaci do ostatniej kropli. Mogę zapewnić, iż taka różnorodność nie koliduje ze sobą tworząc książkę naćpaną dziwnymi ludźmi, ponieważ bohaterowie nie pojawiają się w książce równocześnie, a są dozowani, powiedziałabym, stopniowo w poszczególnych historiach zawartych w książce, by później połączyć się w mniej lub bardziej logiczną całość fabuły.

- Co mi się stało? - zapytał.

- Wersja dugo czy krótko?
- Krótka.
- Pieron cie ciulnoł.


Co do samego języka książki, jest tak, jak na początku ostrzegał autor. Mięsko leci na każdej stronie, bardziej lub mniej pasując do danej wypowiedzi, a postacie raczej nie przejmują się kwestami dydaktycznymi czy etycznymi ( nie żeby mi to specjalnie przeszkadzało). Język jest stylizowany na potoczną mowę, jednak widać tutaj na siłę wprowadzane żarty, które towarzyszą niemal każdej wypowiedzi. Ćwiek chyba ze wszystkich sił starał się zrobić książkę, która bawi każdą literką, niestety nie do końca się udało. Trochę powiewa sztucznością, jednak spora część żartów rzeczywiście wywołuje drgania w kąciku ust, które można uznać za uśmiech. Wypowiedzi poczciwego Alojza, którego bardzo polubiłam, czasem ciężko odczytać, bo jego mowa naśladuje śląską gwarę i chyba miała pozwolić czytelnikom poczuć katowicki klimat. Intencje może i były dobre, ale przysporzył mnie i podejrzewam też, że wielu innym, nie lada wyzwania w postaci odszyfrowywania wypowiedzi grubego Alojzego. Ciężko się to czytało i czasem denerwowało, ale dało się przebrnąć.
Wydarzenia są nierealne i żywcem wyjęte z jakiegoś podrzędnego komiksu, ale niektóre sytuacje są po prostu trochę...żałosne? niesmaczne? Chodzi mi tu dokładnie o te wszystkie dziewoje, które zlatywały się do naszego Zwierza jak muchy, a i on nie szczędził nam lekcji marnego podrywu. Jakoś niezbyt mi było z wyobrażeniem podstarzałego mężczyzny i wijącej się wokół niego niegrzecznej osiemnastki (zazwyczaj oby tyle miała).
Mimo wszystkich tych wad i niedociągnięć książkę czyta się szybko i dość przyjemnie, jeśli przymruży się oko na to i owo oraz zaakceptuje nierealność wydarzeń i decyzji bohaterów. Na każdym kroku towarzyszy nam rock n' roll i ktoś, kto słucha podobnej muzyki będzie się czuł jak ryba w wodzie podczas lektury tej pozycji. Ja ze swoimi nieco cięższymi gustami muzycznymi również nie narzekałam.
Sama trochę się rozczarowałam. jednak to chyba przez to, iż miałam zbyt wygórowane wymagania co do książki, która niestety im nie sprostała. Podchodząc do niej bez oczekiwań na szał i fajerwerki stanie się nawet dobrym wypełniaczem wolnego czasu, swoistym odmóżdżaczem, jak ja to nazywam tego typu, niewymagające, książki.
It's a long way to the top panie Ćwiek. Zobaczymy czy Kłamca sprosta moim oczekiwaniom, mam nadzieję, że już niedługo.

                                                                                                                                                                                                         Evra.